Maksymalna aktywizacja procesu nauki

Zasadę aktywności wypróbowałem na własnej… szyi. Parę lat temu kolega usiłował nauczyć mnie nowego sposobu wiązania krawata, ale okazałem się beznadziejnie tępym elegantem. Niedawno spotkawszy go, przypomniałem mu swoją „kompromitację” i poprosiłem, by mi swoją sztukę pokazał jeszcze raz. Tym razem sam pokierowałem lekcją. Rozwiązałem krawat i powiedziałem: „Nie chcę byś mi pokazywał, raczej kieruj każdym moim ruchem”. Tym systemem nauczyłem się wiązania krawata w niespełna minutę. Kiedy indziej potwierdzenie zasady, o której mowa, znalazłem w rozmowie z szoferem.

– Ile razy musi pan przejechać drogę, by ją zapamiętać? – zapytałem.

– Zależy od drogi, dwa razy, może trzy.

– Wtedy gdy pan sam. prowadzi?

– Tak.

– A gdy ktoś inny jest przy kierownicy?

– Do Kozienic jechałem autobusem ze sześć razy i myślałem, że znam drogę. Ale gdzie tam! Jak ten głupi co raz to musiałem pytać, czy mam jechać w lewo czy w prawo.

Poza postulatem dobrego zapamiętania jeszcze dwa inne argumenty przemawiają za maksymalną aktywizacją procesu nauki. Pierwszy, bardziej bezpośredni, dotyczy egzaminów. Aby nauczyć się jeździć na łyżwach, musimy jeździć na łyżwach, aby nauczyć się odpowiadać na pytania z filozofii, musimy ćwiczyć się w odpowiadaniu na takie pytania, aby dobrze zdać piśmienny egzamin, musimy ćwiczyć się w pisaniu na dany temat, a więc ćwiczyć umiejętność odtwarzania wiadomości i szeregowania ich według różnych kry teriów. Pewnie dlatego najwięcej wynoszą z nauki ci, którzy innym w niej pomagają: przypominając innym wiadomości i tłumacząc trudności nie tylko porządnie i bardzo aktywnie je powtarzają – a tym samym utrwalają – nie tylko odkrywają własne słabe punkty, ale ćwiczą się w wypowiadaniu wiedzy.

Drugi argument ma zasięg dalszy niż perspektywa egzaminu. Tak jak żywność połykamy nie po to, by ją przechowywać w żołądku, ale aby po strawieniu organizm mógł zasymilować z niej to, czego potrzebuje, tak i umysłową strawę chłoniemy po to, by ją sobie przyswoić i wykorzystać. Przecież praca lekarza i prawnika, rolnika i socjologa, mechanika i chemika polega nie na powtarzaniu wyuczonych zdań, reguł, przepisów i wzorów, ale na swobodnym operowaniu nimi. A więc w procesie nauki musimy ćwiczyć się w posługiwaniu się wiedzą, musimy ją przetrawić, wprowadzić w nasz aparat rozumowania i działania. Wyćwiczenie umysłu na konkretnym materiale danej dziedziny wiedzy jest jeszcze ważniejsze niż wierne jej pamiętanie. Jest odrobina prawdy w powiedzeniu, że najważniejszą rzeczą, którą wynosimy ze szkoły, jest to, co zostanie w nas, gdy poszczególne wiadomości ulecą nam z pamięci. Innymi słowy, jeszcze ważniejsza od samych wiadomości jest umiejętność przyswajania sobie wiedzy, umiejętność stawiania i rozwiązywania problemów, krytycyzm, łatwość kojarzenia, inicjatywa.

Przy tym też to miej na pieczy, iż cokolwiek smacznego przeczcisz albo usłyszysz, niechże to nie będzie w tobie jako miedzianym brzękiem, który tylko iż mimo uszu leci, ale donoś wszystko do onego wszech zmysłów wójta, to jest do rozumu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *